Jak zrobić kosz przyjęciowy do zboża
Kosz przyjęciowy do zboża ma przejąć duże obciążenie, przyjąć materiał bez zatorów i pozwolić na szybkie opróżnianie do przenośnika lub podajnika. Tu nie wystarczy sama skrzynia z blachy. Trzeba dobrze dobrać wymiary leja, kąt zsypu, grubość stali i sposób posadowienia, bo od tego zależy płynność pracy i bezpieczeństwo. Najwięcej problemów bierze się zbyt płaskich ścian, za słabego rusztu i źle rozwiązanej strefy wylotu. Jeśli konstrukcja ma działać kilka sezonów bez poprawek, warto od razu zbudować ją jak urządzenie robocze, a nie prowizorkę.
Od czego zacząć: pojemność, wydajność i miejsce montażu
Najpierw ustala się, do czego kosz ma służyć. Inaczej buduje się niewielki kosz do przyjęcia z przyczepy 4–6 ton, a inaczej stanowisko pod większe zestawy. Najważniejsze są trzy liczby: jednorazowy zasyp, oczekiwana wydajność rozładunku i średnica lub szerokość urządzenia odbierającego zboże z dna.
Przy małym gospodarstwie często wystarcza kosz o górnym świetle około 2,5 x 2,5 m do 3 x 3 m i głębokości roboczej 1,2–1,8 m. Taki rozmiar pozwala wygodnie zrzucić ziarno z przyczepy, a jednocześnie nie wymaga ciężkiego fundamentu jak przy dużych punktach przyjęcia. Jeśli pod spodem ma pracować przenośnik ślimakowy, trzeba od razu przyjąć jego średnicę i długość, bo od niej zależy szerokość dna i wysokość leja.
Miejsce montażu powinno umożliwiać prosty najazd i odjazd. Kosz ustawiony pod kątem do kierunku ruchu szybko zaczyna przeszkadzać, a podczas żniw każdy zbędny manewr odbiera czas. Dobrze zostawić też miejsce na czyszczenie oraz dojście serwisowe do napędu, zasuwy i strefy wylotu.
Ściany leja o zbyt małym spadku powodują zawieszanie się zboża, zwłaszcza wilgotniejszego. Dla większości zbóż bezpiecznie przyjmuje się 45–60°, a przy słabszym poślizgu lepiej od razu iść wyżej niż później wybijać zator łopatą.
Materiały i elementy nośne, które wytrzymają sezon pracy
Konstrukcja kosza pracuje pod zmiennym obciążeniem. Jednego dnia przyjmuje suchą pszenicę, innego mokrą kukurydzę, a do tego dochodzą uderzenia przy wysypie z przyczepy. Dlatego cienka blacha bez usztywnień zwykle kończy się falowaniem ścian i pękaniem spoin.
Do wykonania leja najczęściej stosuje się blachę stalową 3–4 mm. Przy małym koszu i gęstym usztywnieniu 3 mm daje radę, ale w strefie wylotu, gdzie nacisk jest największy, lepiej przewidzieć materiał 4 mm albo dospawane nakładki wzmacniające. Rama nośna powinna powstać z profili zamkniętych lub ceowników. W praktyce często stosuje się profile 80x80x4 mm, 100x100x4 mm albo ceowniki dobrane do rozpiętości.
Osobny temat to ruszt najazdowy. To element, który przyjmuje koło przyczepy, łychę ładowarki, czasem nawet uderzenie zbyt nisko opuszczonej burty. Zwykły płaskownik położony zbyt rzadko będzie się wyginał. Lepsze rozwiązanie to kratownica z grubych płaskowników lub ruszt z prętów i poprzecznych żeber, oparty na osobnej ramie.
- Blacha 3–4 mm na ściany leja i obudowę
- Profile 80x80x4 mm lub 100x100x4 mm na ramę główną
- Płaskowniki 40–60 mm i pręty na ruszt
- Farba podkładowa i nawierzchniowa do zabezpieczenia stali
- Zasuwa ręczna lub grawitacyjna przy wylocie
- Kotwy i beton, jeśli kosz ma stanąć na stałe
Jeżeli kosz ma pracować na zewnątrz przez cały rok, dobrze zabezpieczyć nie tylko zewnętrzne ściany, ale też wnętrze leja. Tam ścieranie jest największe. Sama farba nie daje wieczności, ale spowalnia korozję i ułatwia czyszczenie pyłu oraz resztek ziarna.
Projekt leja i dna: tu rozstrzyga się, czy zboże będzie schodziło bez problemu
Kształt ścian i wielkość wylotu
Najpraktyczniejszy w małej skali jest kosz czworokątny u góry i zwężany ku dołowi do prostokątnego lub szczelinowego wylotu. Taki układ łatwo wykonać z arkuszy blachy i wygodnie połączyć z podajnikiem ślimakowym albo przenośnikiem zgarniakowym. Okrągłe zbiorniki też działają dobrze, ale ich wykonanie jest bardziej kłopotliwe.
Wielkość wylotu musi odpowiadać urządzeniu odbierającemu materiał. Jeśli ślimak ma średnicę 160 mm, nie ma sensu robić zbyt wąskiego gardła, bo ziarno będzie się klinowało nad osią ślimaka. Dla małych instalacji przyjmuje się zwykle szczelinę lub lej o szerokości pozwalającej na równomierne podawanie, ale bez nadmiernego zalewania napędu. Za duży otwór też szkodzi, bo podajnik zostaje dociążony ponad możliwości.
Warto zostawić możliwość regulacji. Prosta zasuwa przesuwna z prowadnicami pozwala ograniczyć przepływ przy drobniejszym ziarnie albo podczas rozruchu. To drobiazg, który oszczędza sporo nerwów, gdy urządzenie ma pracować z różnym materiałem.
W strefie przejścia ze ścian leja do wylotu dobrze unikać ostrych załamań i kieszeni. Tam najczęściej zbiera się pył, połówki ziarna i wilgotne resztki. Im łagodniejsze przejście, tym mniej czyszczenia i mniejsze ryzyko mostkowania zboża.
Głębokość kosza i wysokość najazdu
Kosz można osadzić częściowo w gruncie albo postawić nad poziomem placu. Wersja wpuszczona w posadzkę jest wygodniejsza przy rozładunku, bo ogranicza wysokość najazdu. Wymaga jednak lepszego odwodnienia i solidniejszego fundamentu. Jeśli woda będzie stała przy ścianach, korozja i zamarzanie szybko zrobią swoje.
Wersja nadziemna jest prostsza do wykonania i serwisowania, ale trzeba zbudować rampę najazdową. Taka rampa musi mieć łagodny wjazd i nośność dopasowaną do pełnej masy przyczepy. Zbyt stromy najazd kończy się szarpaniem zestawu i gorszym rozładunkiem.
Przy planowaniu głębokości warto zostawić miejsce pod urządzenie odbierające i osłony serwisowe. Częsty błąd polega na tym, że lej kończy się zbyt nisko i później nie ma jak wyjąć ślimaka, wymienić łożyska albo dostać się do zasuwy bez rozbierania połowy konstrukcji.
Jeśli kosz ma przyjmować też zboże z ładowarki lub worków, dobrze przewidzieć wyższy rant albo przedłużenie ścian. Ogranicza to rozsypywanie materiału poza ruszt, szczególnie przy bocznym podsypywaniu.
Wykonanie konstrukcji krok po kroku
- Przygotować rysunek z wymiarami ramy, leja, rusztu i wylotu. Bez rozpisania kąta ścian i wysokości montażowej łatwo pomylić długości blach.
- Zrobić ramę nośną na równej powierzchni. Najpierw spawa się obwód górny i dolny, potem słupy i poprzeczne usztywnienia. Przekątne trzeba sprawdzić przed pełnym spawaniem, bo po zamknięciu konstrukcji korekta jest trudna.
- Dospawać lej z wyciętych arkuszy blachy. Blachy najlepiej łapać punktowo po przekątnych, a dopiero później spawać odcinkami na zmianę, żeby nie ściągnąć ścian.
- Wykonać strefę wylotu z grubszej blachy i zamontować prowadnice zasuwy. To miejsce pracuje najmocniej, więc warto dodać żebra wzmacniające.
- Zmontować ruszt na osobnej ramie. Prześwit musi zatrzymać koło i większe zanieczyszczenia, ale nie może utrudniać zsypu. W praktyce dobrze sprawdzają się gęściej rozstawione pręty lub płaskowniki w strefie przejazdu kół.
- Ustawić kosz na fundamencie lub podporach, wypoziomować i zakotwić. Dopiero po ustawieniu końcowym montuje się podajnik oraz osłony napędu.
- Zabezpieczyć stal przez oczyszczenie, podkład antykorozyjny i farbę nawierzchniową. Nie warto malować na brudną blachę, bo powłoka odpadnie po jednym sezonie.
Podczas spawania dobrze pilnować kolejności. Najpierw elementy główne, potem usztywnienia lokalne. Jeśli najpierw pospawa się drobnicę, a dopiero później będzie próbowało ściągać całość do wymiaru, rama zacznie pracować i zrobi się banan zamiast prostokąta.
W koszu przyjęciowym nie opłaca się oszczędzać na sztywności rusztu. Nawet jeśli lej jest mocny, zbyt słaby ruszt zacznie się uginać i przenosić siły na górną ramę. Potem pękają spoiny przy narożach i cała konstrukcja wymaga poprawek.
Jeśli kosz ma stać w miejscu przejazdu ciężkiego sprzętu, ruszt warto oprzeć nie tylko na obwodzie, ale też na co najmniej jednej belce pośredniej. To prostsze niż późniejsze prostowanie powyginanych elementów.
Posadowienie, odwodnienie i podłączenie do podajnika
Stały kosz najlepiej opierać na fundamencie betonowym. Nie musi to być rozbudowana płyta przemysłowa, ale punktowe podpory bez połączenia ze sobą często osiadają nierówno. Wtedy rama zaczyna się skręcać, a zasuwa przestaje pracować lekko. Najbezpieczniej wykonać obwodową podstawę lub płytę z miejscami pod kotwy.
Jeśli kosz jest wpuszczony w grunt, odwodnienie staje się obowiązkowe. Woda z opadów, mycia placu i rozlanego ziarna będzie trafiała do najniższego punktu. Bez odpływu zrobi się błoto, korozja i zator przy ślimaku. Dobrze przewidzieć spadki placu oraz odpływ do studzienki lub drenażu.
Połączenie z podajnikiem powinno być szczelne, ale nie całkiem „na sztywno”, jeśli urządzenie pracuje z drganiami. Minimalna możliwość regulacji ułatwia ustawienie ślimaka względem gardzieli. Przy montażu trzeba też zostawić dostęp do łożysk, napędu pasowego lub przekładni.
Bezpieczeństwo użytkowania i obsługi
Kosz przyjęciowy jest urządzeniem niebezpiecznym, nawet jeśli wygląda niepozornie. Strefa rusztu, zasuwy i podajnika musi być zabezpieczona przed przypadkowym wciągnięciem ręki, buta albo narzędzia. Osłony napędów powinny być pełne, a wszelkie elementy ruchome niedostępne z poziomu obsługi.
Ruszt nie może mieć zbyt dużych prześwitów. Chodzi nie tylko o koła przyczepy, ale też o nogę operatora podczas czyszczenia czy poprawiania zsypu. Jeśli planowana jest obsługa przez kilka osób, dobrze oznaczyć strefy niebezpieczne i kierunek najazdu.
Przy spawaniu i montażu trzeba uwzględnić obciążenia rzeczywiste, a nie tylko „na oko”. Gdy kosz ma pracować komercyjnie albo przy większych masach, rozsądnie zlecić sprawdzenie projektu konstruktorowi. Dotyczy to szczególnie rusztów najazdowych i fundamentu. Awaria pod obciążoną przyczepą kończy się poważnie.
Do wnętrza kosza i w okolice wylotu nie powinno się wchodzić przy pracującym podajniku. Zawieszone zboże potrafi nagle puścić, a materiał sypki nie daje szans na szybką reakcję. Czyszczenie wykonuje się po całkowitym odłączeniu napędu i zabezpieczeniu przed przypadkowym uruchomieniem.
Najczęstsze błędy, które wychodzą dopiero po pierwszych żniwach
Pierwszy błąd to zbyt mały kąt ścian. Na sucho wszystko wygląda dobrze, a przy wilgotniejszym ziarnie pojawia się most i trzeba ręcznie pobudzać zsyp. Drugi to za mały wylot względem wydajności ślimaka albo odwrotnie — zbyt duży otwór, który dusi napęd nadmiernym napływem ziarna.
Kolejny problem to słabe usztywnienie górnej ramy. W czasie rozładunku przyczepa często opiera nacisk punktowo, a drgania robią resztę. Jeśli rama „pracuje”, z czasem puszczają spoiny przy leju. Dobrze działają poprzeczki i narożne blachy wzmacniające, nawet jeśli na początku wydają się przesadą.
Często zaniedbuje się też czyszczenie i dostęp serwisowy. Kosz bez klap rewizyjnych albo bez miejsca na wyjęcie ślimaka będzie kłopotliwy już po kilku tygodniach. Wystarczy drobna awaria łożyska i trzeba ciąć osłony lub rozbierać pół instalacji.
Na końcu wychodzi temat wody. Jeśli plac wokół kosza nie ma spadku albo sam lej stoi za nisko, woda z pyłem zbożowym tworzy twardy osad. Potem zasuwa chodzi ciężko, a podajnik zaczyna łapać opory. Lepiej rozwiązać odwodnienie przed montażem niż ratować konstrukcję po zimie.
